Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

11 sie 2016

02. Rzeka opowieści


rzeka-opowiesci.blogspot.com | Sovbedlly



Pierwsze wrażenie
8/10

Szablon w delikatnej, bajkowej kolorystyce, jest zachęcający. Jasny, subtelny i bez zbędnych dodatków. Nie odnoszę wrażenia przeładowania. Niestety, czcionka nie wszędzie jest jednolita, tak samo, jak i nie w każdym opowiadaniu są akapity. Zdaję sobie sprawę z tego, że to zapewne zwykłe niedopatrzenie bądź problem z formatowaniem tekstu, dlatego za to odejmuję jeden punkt.
Bardzo przy czytaniu irytował mnie fakt, że oprócz tytułu opowiadania w tytule postu, pojawiał się on też na samym początku noty, podkreślony, żeby przypadkiem nikt nie przeoczył. Do tego opowiadania z podziałem na części mają dopisek „cz. II” mniejszą czcionką, co sprawia nieco niechlujne wrażenie. Myślę, że ten dodatkowy tytuł w poście jest zbędny.


Treść
46/73

Jako iż to blog ze zbiorem opowiadań, w niektórych punktach będę się odnosiła po kolei do każdego już opublikowanego tekstu, a w niektórych oceniać będę ogółem.


styl pisania (9/10)

Zachwyciłaś mnie swoim stylem pisania. Jest lekki, bardzo przyjemny – nawet mimo cięższych tematów, jakie poruszasz. Czytanie Twoich opowiadań jest dla mnie miłą odskocznią w te upalne dni. Narracje każdej historii są inne, dzięki czemu pokazujesz czytelnikom pewnego rodzaju różnorodność.
Czasem jednak piszesz strasznie krótkie zdania, nie rzadko jedno po drugim – gryzie się to z tymi dłuższymi, bardziej rozbudowanymi. O wiele bardziej rzuca się w oczy mieszanie czasów – teraźniejszego z przeszłym. Gdy utrzymujesz całość w czasie przeszłym, wkradają Ci się czasowniki w teraźniejszym. Nie wygląda ani nie brzmi to dobrze. Jednocześnie nie jest aż tak dużym błędem i zapewne niektórzy czytelnicy nawet tego nie zauważą. Jednak warto zwrócić na to uwagę i może w przyszłości, przy korekcie, gdy tekst nie będzie już świeży, coś z tym zrobić.


fabuły (7/10)

Ściana
Opowiadanie medyczne – już same te dwa słowa sprawiają, że jestem zaciekawiona. Nie zbombardowałaś czytelnika medycznymi terminami, za to świetnie przedstawiłaś atmosferę, panującą w szpitalu (chociaż odrobinę brakowało mi tego ogólnego bólu, jaki zawsze jest wyczuwalny w takich miejscach). Poruszasz w tym krótkim tekście temat śmierci, która nie jest fair, a także przepracowania. Niemalże czułam emocje Stefana po tym wydarzeniu. Podobało mi się także przedstawienie żony. Anna nie jest przedstawiona jako piękna dama, ale jako kobieta z kompleksami, co sprawia, że jest bardziej realna i naturalna.
Niestety, koniec zupełnie mnie rozczarował. Zły sen, z którego bohater się wybudza – to najgorsze zakończenie, jakie można napisać. Czytelnik liczy na coś świetnego, coś robiącego wrażenie – a zwykły sen czymś takim nie jest. To dość popularny zabieg, takie pójście na skróty.

Nie opuszczę Cię aż do śmierci
Tematy II Wojny Światowej zawsze wywołują we mnie wielkie emocje – tak było też po przeczytaniu Twojego opowiadania. Chociaż krótkie i jednoczęściowe, ma w sobie mnóstwo bólu, ale i radości, brutalności, ale i delikatności. Jest pełne kontrastów. Wywołało we mnie dziwny ucisk w żołądku, zarówno podczas czytania, zaraz po przeczytaniu, jak i po kilku dniach. Bardzo mocno widać inspirację Miastem 44, ale nie jest to nic złego.
Brutalność Niemców – właściwie o tym jest całe opowiadanie. Miłość, chociaż mocny to temat, nie jest przewodnim, a przynajmniej ja tego tak nie widzę. Co kilka akapitów dzieje się coś złego, co robią Niemcy. Chwila spokoju i boom, brutalność z lewej i z prawej.
Fabuła one shota bardzo przemyślana, w dodatku realna. Jedyne, co nie bardzo mi się podobało, to zbyt szybka akcja, ale w takim wojennym tekście jest to zrozumiałe. A przede wszystkim realne.

Zagadkowy wieczór
Mam mieszane uczucia co do tej krótkiej opowiastki. Łagodny wstęp, później cień zainteresowania, wywołany nieobecnością mężczyzny. Telefon od policjanta zupełnie wywrócił wszystko do góry nogami i już wiedziałam, że po raz kolejny oczarujesz mnie pełną emocji opowieścią, ale nieco się rozczarowałam. Jakim cudem William nie powiedział swojej narzeczonej o bracie bliźniaku? Skoro są narzeczeństwem, jasne jest, że znają się dłuższy czas; kobieta więc powinna znać jego rodzinę. Zamiana dokumentów i atak dziewczyny są naciągne. Zagadkowy wieczór wcale nie był taki zagadkowy, jak wskazywałby tytuł. Odnoszę wrażenie, że ta historia jest po prostu niedopracowana.

Szlachetność
Przyznam szczerze, że pierwsza część mnie zanudziła. Ksiądz Wiktor opowiada o tym, co się dzieje i jest to do tego stopnia nudne, że męczyłam się z tym tekstem przez kilkanaście dni. Zwłaszcza że cała fabuła tej części kręci się wokół syndromu „pomagania”, czyli ksiądz pomoże temu i tamtemu i jeszcze kolejnemu, nie wnosząc właściwie nic w ten tekst. Chociaż domyślam się, do czego dążyłaś – do pokazania, że ks. Wiktor jest naprawdę dobrym człowiekiem. Jak dla mnie, ten wstęp był zbyt długi.
Sytuacja poprawia się w części drugiej. Aresztowanie kapłana pod zarzutem gwałtu – to już coś i sprawia, że z niecierpliwością chce się kontynuacji.
Ale trzecia część zupełnie mnie rozczarowała. Być może przez to, że już w drugiej myślałam, że to będzie taka napisana wersja Ojca Mateusza, szukanie porywacza Kamila, dreszczyk emocji. Dostałam dość kiepski opis przesiadywania w celi. Nie udało Ci się oddać atmosfery tam panującej – w sumie nic dziwnego, jeśli się nie ma doświadczenia w takich sprawach, ale z niejednego kryminału czy thrillera można się wiele nauczyć. Tym razem Ci nie wyszło.
O ile pierwsze dwie części to rzeczywiście obyczajówka, jak określiłaś, o tyle trzeci jest wielkim odchyłem od tego gatunku. Punkt kulminacyjny i rozwiązanie akcji są kiepskie – jakby naciągane i zupełnie bez sensu. Człowiek-wilk, który chciał zjeść księdza? Nie kupuję tego.
Jeśli zaś chodzi o samą religijną tematykę... Jestem Katoliczką, a z wielu konferencji temat bezpodstawnych oskarżeń księży o gwałty i pedofilstwo jest mi znany. Dlatego też nieciekawie patrzę na ten aspekt w opowiadaniu. Temat ostatnio był głośny, teraz co prawda ucichł. Zabrakło mi tu dogłębniejszych opisów uczuć i przeżyć wewnętrznych księdza. Nawiązując do celi – ksiądz posądzony o pedofilstwo nie miałby życia w więzieniu. Nie ma mowy o spokojnych nocach. Polecam przeczytać Kasację Remigiusza Mroza, pojawia się ten wątek (jednak bez osoby duchownej) i jest oddana rzeczywistość.
Szlachetność ma naprawdę wiele niedociągnięć pod względem fabularnym.


akcja (5/10)

Tutaj niestety nie mogę Cię pochwalić, ale źle też nie jest. Akcja z reguły leci zbyt szybko, niż bym chciała. Zwłaszcza opowiadanie Nie opuszczę Cię aż do śmierci obfituje w szybkie zmiany akcji, przechodzenie gwałtownie z jednej do drugiej. Zagadkowy wieczór też jest zlepkiem nagromadzenia czasowników, które zanadto napędzają akcję, tworząc chaos.
Chwilami jest to dobre, ale zbyt częste skutkuje przeładowaniem. W Ścianie akcja jest stonowana, nie pędzi i to bardzo mi się podoba. Mam wrażenie, że brakuje Ci tego złotego środka i często chwiejesz się między „za mało” a „za dużo”. Szlachetność to połączenie obu tych rzeczy. Najpierw wszystko dzieje się zbyt powoli, aby później pędzić na łeb na szyję.
Myślę, że połowa punktacji będzie akuratna.


kreacja bohaterów i świata przedstawionego (8/20)

Doktor Jabłoński i jego żona – oto dwie najlepsze postaci, jakie kiedykolwiek na łamach tego bloga udało Ci się stworzyć. Jako jedyni są z krwi i kości. Mają wady, ale i zalety. Nie bałaś się przedstawić ich w sposób niewyidealizowany. Nie szczędziłaś w opisach uczuć.
Potem niestety nabrałaś do tego dystansu.
Bohaterowie Zagadkowego wieczoru? Czytałam tekst dwa razy i nic nie potrafię o nich powiedzieć. Są tak niewyraźni, jak aktorzy w reklamie Rutinoscorbinu. A ksiądz Wiktor? Kolejna pusta postać, której mimo wielkich chęci, nie dałam rady polubić. Pani Tereska wyszła Ci świetnie – była mało znaczącą postacią, która wywołała uśmiech na moich ustach właściwie samym swoim istnieniem. Mały Kamilek to naciągana postać skrzywdzonego chłopca, którą z góry każdy ma polubić i mu współczuć.
Co do kreacji świata przedstawionego, najlepiej wyszło Ci otoczenie doktora Jabłońskiego – atmosfera szpitala była świetnie ukazana. Cały świat w Nie opuszczę Cię aż do śmierci także wyszedł Ci bardzo dobrze. Warszawa w gruzach – Twoimi oczami naprawdę robi wrażenie.
Szkoda, że w innych opowiadaniach nie jest już tak dobrze. Szlachetność właściwie nie ma tła, skupiłaś się na tym, w czym i komu pomagał ksiądz, zupełnie zapominając o wszystkich innych ważnych elementach.


opisy (5/10)

Ściana po raz kolejny zasługuje na wyróżnienie. Bije opisami wszystkie inne. Zarówno opisy uczuć, zwłaszcza gdy Stefan przeżywa przypadkową śmierć chłopca, opis atmosfery w szpitalu, postaci tam występujących.
Nie opuszczę Cię aż do śmierci jest bardzo ubogie, jeśli chodzi o jakiekolwiek rozpisywanie się na tematy inne niż „uciekać!”. Ale to zrozumiałe w tym gatunku. Stawia się raczej na akcję, a wszelkie inne rzeczy schodzą na dalszy plan.
Szlachetność też nie grzeszy opisami. Właściwie wyżej wspominałam, że brakuje mi opisów przeżyć wewnętrznych księdza Wiktora.
Znów, jak w przypadku akcji, połowa punktacji.


dialogi i interpunkcja/błędy (12/13)

Błędów naprawdę nie ma wiele, więc tym razem połączyłam dwa podpunkty w jeden, oszczędzając miejsce i unikając takiego roztrząsania się z punktacją. Zdarzają się małe niedopatrzenia, które wypisałam poniżej. Może i jest ich nieco więcej, bo nie wyłapywałam każdego, ale wyraźnie widać, że nie powtarzają się, więc są raczej zwykłym przeoczeniem.
Dialogi – rzecz, za którą należą Ci się ogromne brawa. Nie są ani sztuczne i pisane na siłę, nie są „zapychaczami” wśród narracji. A w dodatku zapisujesz je tak, jak trzeba. Z interpunkcją także nie masz problemów, wszystko jest na swoim miejscu. Dlatego też nie mam tu nic więcej do dodania.
Poniżej wyłapane niektóre z tych niedopatrzeń.

[Ściana] „Ania była trzydziestosześcioletnią, mało atrakcyjną blondynką przy kości o pociągłej twarzy i prostych włosach, sięgających za ramiona” → moim zdaniem brakuje przecinka między podkreślonymi słowami. Błędem jako takim to nie jest, ale – przynajmniej mi – sprawia wrażenie przeciągania zdania.

[Ściana] „Poza tym, lubię swoją pracę” → zbędny przecinek.

[Ściana] Wkradło Ci się naprawdę paskudne powtórzenie, zobacz:
„– Jesteśmy w szpitalu i musimy się przyzwyczaić do tego, że codziennie przewijają się przez niego różni ludzie”. Po czym po (policzyłam!) czterech akapitach piszesz: „Cóż… jesteśmy lekarzami i trzeba zaakceptować fakt, iż wokół nas będą przewijały się tabuny różnych ludzi”. Różne słowa, ale podobne, które przekazują to samo.

[Zagadkowy wieczór] „Tyle ja spałam?!” → Zaimek „ja” jest tu zupełnie niepotrzebny. Kobieta jest sama w domu, a dodatkowo mamy słowo spałam, które daje nam znać, że mowa o pierwszej osobie liczby pojedynczej. Myślę też, że „tak długo” pasowałoby o wiele lepiej, niż „tyle”.

[Szlachetność I] – Ci, którym się tak wydaje, owszem przyjmują łaskę - dar istnienia i życia, ale robią z nią to, co im się podoba, wykorzystując istnienie nawet po to, aby życie i miłość niszczyć. To misterium wolności jaką Bóg daje stworzeniu, ale ten sam Bóg zapowiada sąd i rozliczenie z otrzymanych talentów i ich użytkowania. Źródło istnienia wszystkiego jest Jedno - Bóg!” → Wkradły Ci się błędne dywizy. Przecinki po „owszem” i „wolności”.

[Szlachetność I] Czerwony dywan, jakim wyłożono trzy schodki przed ołtarzem jest wytarty” → przecinek przed „jest”.

[Szlachetność III] „– A ksiądz Dariusz… też sądzi, że ktoś wrobił księdza w tą… sprawę” → tę sprawę. Rzeczownik kończy się na „ę”, więc „tę”, gdy kończy się na „ą”, dajemy „tą”.



Podsumowanie


Łącznie otrzymujesz 54 punkty, co daje ocenę dostateczną. Myślę, że to akuratna ocena, zważając na kontrast między „za mało” a „za dużo” w zależności od opowiadania. Musisz znaleźć swój „złoty środek”. Nauczyć się dawkować wszystko proporcjonalnie. Raz jest zbyt dużo akcji, a brakuje opisów, a raz na odwrót. Jeden bohater jest świetnie wykreowany, inny niedopieszczony, a jeszcze inny jest tylko imieniem i nazwiskiem. Wiele na tym tracisz. 

komentarze

  1. Dziękuję za ocenę i za trud jaką w nią włożyłaś. Naprawdę zgadzam się z oceną moich opowieści.
    To fakt - w jednym opowiadaniu dopracowuję swoich bohaterów, w innym są powierzchowni, papierowi. Połowa opowiadań jest żywiołowa, połowa spokojna. Stoję na wadze i waham się między dynamicznością, a powolnością :D W jednym jest dużo opisów, w drugim - za mało. Staram się jednak w swoich opowieściach jak mogę, ale po tym, co powyżej napisałaś - postaram się jeszcze bardziej. :)
    Dziękuję też za zwrócenie uwagi na błąd, który często popełniam - końcówki tę" i tą". Teraz Ty mi jasno wyjaśniłaś, jak pisać. "tę sprawę", "tę poduszkę", "tą tygrysicę", "tą sałatką".
    A jak pisać np. "opowieść"? tę opowieść czy tą opowieść?
    Dziękuję jeszcze raz za poświęcony czas dla Rzeki Opowieści i dla mnie.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta opowieść, więc tą opowieść. :) Przy okazji, tę tygrysicę, nie tą.
      Nie ma za co, naprawdę przyjemnie mi się czytało Twoje opowiadania. Również pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. A właśnie, że tę opowieść jest poprawne.

      Usuń
    3. Fajnie, Anonimie, a potrafisz wyjaśnić, dlaczego? Bo takie "bo tak" nie jest zbyt wiarygodne. ;)
      P.

      Usuń
    4. W dopełniaczu zawsze jest tę, nie ma co tłumaczyć. Oceniająca powinna się podszkolić.

      Usuń
    5. Ech... Dopełniaczu. Tag. Na pewno.
      Ludzie, ludziska.

      tę (biernik – kogo? co?) – tę opowieść (zawsze dopasowujesz końcówkę rzeczownika, nie przymiotnika!), np. tĘ smutnĄ opowieść [rzeczownik – opowieść].

      tą [narzędnik – kim? czym?] – z tĄ smutnĄ opowieściĄ.

      Czyli:
      Napisałam tę smutną opowieść, ale nie wiem, na jakim blogu pochwalić się tą smutną opowieścią.

      http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/te-czy-ta;1598.html

      Usuń

Disqus Shortname

Comments system